
Data aktualizacji: 12.09.2025, 12:24
Albania jeszcze niedawno uchodziła za jeden z najmniej znanych krajów Europy. Położenie ma wręcz idealne – z jednej strony Morze Jońskie i Adriatyk, z drugiej piękne góry. Przez lata jednak pozostawała praktycznie zamknięta dla turystów. Rządy Envera Hodży odizolowały kraj od świata – dyktator pokłócił się nawet ze Związkiem Radzieckim, twierdząc, że... był „za mało komunistyczny”.
W efekcie Albańczycy żyli w odcięciu, a zamiast otwarcia na turystykę powstawały setki tysięcy bunkrów. Dziś wiele z nich przerabia się na kawiarnie, a akcja Concrete Mushrooms („Betonowy Grzyb” zachęca do twórczego wykorzystania dawnych umocnień.
Moje pierwsze spotkanie z Albanią miało miejsce tuż po ogłoszeniu niepodległości Czarnogóry w 2008 roku. Wjazd wyglądał jak scena z filmu – granica na polu, a jakiś jegomość inkasował „opłatę drogową” w wysokości 1 euro, mimo że asfaltu tam nie było. Im dalej w głąb kraju, tym bardziej miałem wrażenie, że znalazłem się na innej planecie. Pamiętam rondo, na którym panowała zasada „kto pierwszy, ten lepszy”, a kierunek jazdy był zupełnie dowolny. Szok kulturowy? Ogromny. Smakowy? Wtedy jeszcze nie. Dopiero kilka lat później odkryłem prawdziwe oblicze Albanii – i jej kuchnię.
Albania kulinarnie to mieszanka smaków południowej Europy i Bałkanów. Czuć tu wyraźne wpływy Grecji, Turcji i Włoch, a ponieważ dominującą religią jest islam – sporo dań przygotowuje się z baraniny. I właśnie od baraniny zaczęła się moja kulinarna przygoda.
Na Bałkanach nikogo nie dziwi widok prosiaka czy baranka kręcącego się nad ogniem, ale Albania potrafi zaskoczyć. Kiedy zobaczyłem na rożnie... baranie głowy, musiałem spróbować. Razem z żoną zamówiliśmy jedną na pół. Sprzedawca, uśmiechnięty i energiczny, zapytał gestami, czy rozłupać ją toporem. Po chwili dostaliśmy dwie połówki i spojrzenia pełne aprobaty od lokalnych smakoszy. „Good!” – zapewniali.
Czy da się z tego coś zjeść? Trochę mięsa, owszem. Ale prawdziwi koneserzy delektują się mózgiem. To zdecydowanie potrawa dla kulinarnych śmiałków – coś w klimacie kuchni dla zombie.
Na bazie baranich czy jagnięcych głów przygotowuje się w Albanii tradycyjny gulasz paçë koke. Wygląda i smakuje nieco jak polskie flaczki. Do garnka trafia jagnięca (lub kozia) głowa gotowana z warzywami – marchewką, selerem, cebulą, pietruszką i przyprawami.
Gdy mięso odchodzi od kości, oddziela się je i dusi z zasmażką z masła, mąki, czosnku, pieprzu i sosu pomidorowego. Czasem dodaje się też wołowe nóżki lub flaki. Efekt? Syte i aromatyczne danie, które może brzmieć ekstremalnie, ale w smaku zaskakuje pozytywnie.
Może się wydawać, że kuchnia albańska to tylko „hardcore’owe” potrawy. Nic bardziej mylnego! Obok baranich głów znajdziemy tu całą gamę pysznych i zupełnie „normalnych” dań – od świeżych owoców morza, przez aromatyczne pity i sałatki, po wpływy włoskiej kuchni z pizzą i makaronami w roli głównej.
Albania to kraj kontrastów – z jednej strony jeszcze nieodkryty turystycznie raj, z drugiej miejsce pełne smaków, które potrafią zaskoczyć nawet najbardziej doświadczonych podróżników. To, co kiedyś było symbolem izolacji (bunkry), dziś staje się atrakcją. A to, co na pierwszy rzut oka wydaje się szokujące (barania głowa), może okazać się ciekawym kulinarnym doświadczeniem.
Kuchnia Albanii pokazuje jedno – warto czasem spróbować czegoś nowego, nawet jeśli wymaga to odrobiny odwagi.